Rzeczy, których nie wyrzuciłem - w repertuarze!

"Rzeczy, których nie wyrzuciłem - w repertuarze!"

zdjęcia z próby spektaklu "Rzeczy, których nie wyrzuciłem"

Od 6 grudnia zapraszamy na Scenę Kameralną na spektakl "Rzeczy, których nie wyrzuciłem" Marcina Wichy, w reżyserii Łukasza Barczyka. Na scenie zobaczymy Ewę Pałuska-Szozda, Irenę Telesz-Burczyk oraz Grzegorza Gromka.

Adaptacja zbioru esejów Marcina Wichy to opowieść o matce i swoiste rozliczenie z nią. Bohater porządkując rzeczy po zmarłej rodzicielce przywołuje ją, swoje dzieciństwo i młodość. Wspomina i próbuje zrozumieć rodziców. Przy okazji segregowania różnych przedmiotów pojawiają się kolejne skojarzenia związane z przeszłością.

"„Rzeczy, których nie wyrzuciłem” to opowieść o ludziach dotkniętych dziedziczonym lękiem. Żydowska Matka wpoiła synowi, przejęty od swoich rodziców i dziadków lęk przed zewnętrznym światem, przed demaskacją, przed Polską. Ten lęk paraliżuje nadal, dzisiaj.
Syn opisując zmarłą Matkę diagnozuje nie tylko swoją rodzinną traumę: ujawnia fundament inteligenckiego wycofania, którego dotkliwe konsekwencje widzimy codziennie w upadku świata wartości. Jego lęk zamieniony w literaturę, skomponowany w kształt naciekającej czarnej kropli paku, która prędzej czy później spadnie, diagnozuje nie tylko jego rodzinną traumę. Naznaczenie lękiem spycha naznaczonych do roli pasywnej widowni wypatrującej kolejnej spadającej kropli w wiadomościach tv.
Przy lekturze tej książki lęk wydaje się być celowo ukryty. Narrator precyzyjnie rozbraja go poczuciem humoru, ironią i autoironią. Ta książka nie niszczy, lecz daje paliwo do życia. Ta książka jest kontynuatorką pracy Matki głównego bohatera: diagnozuje wykolejonych i jednocześnie podsuwa im inną drogę, znajduje im miejsce w świecie, daje szanse na dalszy rozwój. To mnie w niej urzeka. Sięgam po nią dla jej terapeutycznej wartości, dla jasnego poczucia humoru, dla subtelnej pointy.
Mam też osobiste powody. Bez tej książki moja rodzina zatrzaśnięta w mieszkaniu z resztkami wymodlonych meblościanek z PRL-u i kolekcją starych, niedziałających suszarek nie ma głosu. Ta książka to jest głos oddany "widowni". Tym, którzy patrzą, widzą i milczą. Formacji, która utraciła prawo głosu, bo oddała je zażenowana gwarliwym agresywnym światem. Ukryci wśród bezwartościowych przedmiotów i książek, których nikt nie czyta, reprezentanci tej formacji czasem stają jeszcze w obronie słabszych od siebie. Mówią : "Pani jest bezwzględna". Myślą "Ty głupia kurwo". I idą drogą słownego fechtunku w stronę deeskalacji, bo każda konfrontacja zdemaskuje ich brak prawa do życia, którym naznaczono ich wiele pokoleń wstecz.
To jest także utwór o polskich Żydach dzisiaj. Daje on wgląd w świat polskich inteligentów żydowskiego pochodzenia, w ich codzienność, w ich optykę. Po raz pierwszy w polskiej literaturze nie jest to powieść o historycznym czy społecznym odcisku rzeczywistości na zasymilowanych Żydach, lecz opowieść obyczajowa, której istotnym tłem, nastrojem, barwą pozostaje żydowskie pochodzenie bohaterów. Dzięki tej książce możemy zrozumieć prawdziwą istotę konstrukcji psychicznej ludzi naznaczonych dziedziczonym lękiem przed odsunięciem, wykluczeniem, anihilacją i wymazaniem ze zbiorowej świadomości. Ze względu na tę tematykę, oraz jej pierwszoplanowe postaci: żydowską matkę i syna, stawiam “RZECZY KTÓRYCH NIE WYRZUCIŁEM” obok “Obietnicy Poranka” czy “Kompleksu Portnoya”,- za każdym razem jako dopełnienie, przeciwny biegun. "Rzeczy" stanowią dla mnie brakujący puzzel. Pokazują dzisiejszą i niedawną Polskę z prywatnej perspektywy żydowskiej matki i żydowskiego syna. Zupełnie jak u Rotha czy Gary : bohater, pisarz, fechtuje ( polskim ) językiem żeby odnaleźć swoje, należne mu miejsce w społeczeństwie, ochronić swoją godność."
Łukasz Barczyk, reżyser spektaklu

 

fotorelacja z kulis premiery - po spektaklu nie wypadało nie klaskać...