Kościół jest miłością

To zdanie utkwiło mi w głowie po spektaklu Złe wychowanie Teatru im Jaracza z Olsztyna. Co prawda kanoniczna teza głosi, że to bóg jest miłością, ale różnica między bogiem a kościołem jest taka, że kościół jest…

Jest też teatr, nie tylko w Olsztynie, ale ten olsztyński dostał zaproszenie na Festiwal Boska Komedia i przyjechał, i nas ubogaca. Nawiązanie do słynnego filmu Almodowara jest oczywiste i na takie inspiracje autorzy i aktorzy się powołują. Ja dostrzegam bardziej takie Opowieści Kanterberyjskie innego mistrza, Piera Paolo Pasoliniego. Takie nasze opowieści parafialne, bo akcja toczy się głównie na parafiach i plebaniach. Również na jednym przyzakonnym cmentarzu. Można powiedzieć, że to już niejako modny temat bosko-kościelny w polskim teatrze. I oczywiście filmie.

Spektakl z Olsztyna składa się z kilku odsłon, bardziej nowel niż skeczy, inspirowanych rzeczywistymi wydarzeniami dziejącymi się na styku życia kościelnego i pozakościelnego. Dla kościoła nie ma życia poza kościołem, więc życie w kościele to samo życie. Trochę groteski, trochę horroru, trochę dramatu, trochę tragedii i tragifarsy. Taki mały kościelny pitaval. Grzechów średnich i cięższych. Jedna historia jednak trochę od reszty odstaje. To historia z osławionej imprezy w parafii Najświętszej Maryi Panny Anielskiej w Dąbrowie Górniczej. Sama impreza byłaby może tragifarsą, gdyby nie jej tragiczny finał.

To zdecydowanie najcięższa opowieść w tym parafialnym pitavalu. Wykorzystano oryginalne nagrania z numeru alarmowego, na który zadzwonił przerażony, choć nie całkiem przytomny, jeden z uczestników imprezy.

Jak to w pitawalu często, oprócz miłości, czy może tylko seksu, chodzi też o pieniądze, spadki, darowizny i apanaże. Przed oczami widzów odgrywane są historie, a aktorzy mają wiele do zagrania i wygrania. To trochę teatralne wprawki, minietiudy. Trochę skecze z satyrycznych składanek. Panoptikum parafialno-teatralne, choć z udziałem biskupa, a nawet kardynała. Zagrać biskupa dziś to wysoka półka, trzeba sięgać tam, gdzie siedział Gajos.

Głównie jednak to role księży i zakonnic, ale też innych osób zamieszanych w życie kościoła, z własnej lub nie, woli. Oprócz, oczywiście, biskupa, na pierwszy plan wybija się nasz papież wśród detektywów, nasz nieomal „Szerlok”, choć niektórzy twierdzą, że raczej Ace Ventura. Jest też historia o poszukiwaniu rodziców, również nieżyjących, o problemach proboszczów i ich rodzin z biskupem, który kocha ewangelicznie i trochę też na wspak.

W jednym więc spektaklu aktor to raz księdzem, to biskupem, to zakonnicą, to duchem. Pełna gama metamorfoz, przebieranek. To zupełnie coś innego niż cała sztuka z jedną rolą. Postać trzeba budować błyskawicznie, a cały spektakl jest jak kalejdoskop. Wszystkiemu towarzyszy ascetyczna, ale funkcjonalna scenografia, którą ogrywają aktorzy. W niektórych scenach scenografia gra też, wcale nie epizodyczne, role.

Urokiem festiwalu Boska Komedia jest możliwość spotkania z zespołem i wysłuchania zakulisowych opowieści, jak to z tym spektaklem było. W Olsztynie, niestety, nie było protestów i modlitw przed spektaklem, jedynie czasem w przerwie wychodzili widzowie, pewnie ci, którzy znali dobrze prezentowane historie, a może i nawet wiedzieli więcej, niż pokazali aktorzy. W czasie Boskiej też nie było protestów ani indywidualnych, ani zbiorowych. Aż człowieka łapie tęsknota do czasów, gdy trzeba się było przepychać się do drzwi teatru przez tłum tych, którzy sztuki nie oglądali ani oglądać nie chcieli. Tych, którzy doświadczyli może nawet osobiście Złego wychowania i złego dotyku.

Złe wychowanie