Na ubitej ziemi
„Krzyżacy” Klaty pokazują ludzi, którzy stoją po dwóch stronach barykady i zieją wobec siebie nienawiścią całkowicie zaćmiewającą ogląd rzeczywistości. Nie trzeba wiele, żeby zobaczyć w tym metaforę współczesnej polaryzacji, w której emocje odbierają ludziom rozum
Olsztyńska adaptacja „Krzyżaków” z Teatru im. Stefana Jaracza zaczyna się od wyświetlonej na scenie, jeszcze przed rozpoczęciem spektaklu, dewizy Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie: „Helfen, Heilen, Wehren”. „Pomagać, leczyć, bronić”: w kontekście powieści Henryka Sienkiewicza brzmi to bardzo ironicznie, bo u niego Krzyżacy robią wszystko na opak. Niby mają krzyże na płaszczach i usta pełne frazesów o Chrystusie, ale w rzeczywistości są niegodziwi do szpiku kości. Nie to, co cnotliwi polscy rycerze, którzy nawet jeśli bywają trudni i opryskliwi, jak Jurand ze Spychowa, to przynajmniej mają ku temu poważne powody.