Polski normal

„Mireczek” Aleksandry Zbroi w adaptacji i reż. Krzysztofa Popiołka w Teatrze im. Stefana Jaracza w Olsztynie. Pisze Karolina Matuszewska, członkini Komisji Artystycznej 32. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.

Polacy lubią pić. Wznosimy toasty za sukcesy, zapijamy smutki, pijemy by uczcić wygraną i by zapomnieć o porażce. Każda okazja jest dobra, ale i bez niej można walnąć kielicha. Co takiego tkwi w nas, Polakach, że pijemy jak Polak i mamy swój narodowy styl picia, przeważnie „heroiczny i samobójczy” – pyta Terapeuta w spektaklu Mireczek Krzysztofa Popiołka. Przedstawienie olsztyńskiego Teatru im. Stefana Jaracza nie jest jednak próbą znalezienia odpowiedzi. To przede wszystkim wstrząsająca opowieść o tym, jak alkoholizm niszczy człowieka i całą jego rodzinę.

Tytułowy Mireczek jest ojcem narratorki tej opowieści, Aleksandry Zbroi. Intymną historię, którą reportażystka opisała w swojej debiutanckiej książce Mireczek. Patoopowieść o moim ojcu, Krzysztof Popiołek zamyka w teatralnym gabinecie Terapeuty, do którego trafia Pacjentka DDA (takim skrótem określa się Dorosłe Dzieci Alkoholików). Reżyser i autor scenicznej adaptacji nie odbiera jej podmiotowości, jednocześnie czyniąc z jej przypadku historię uniwersalną. Zaczyna się pogrzebem. Na środku sceny stoi otwarta trumna, w której spoczywa Mireczek (Grzegorz Gromek). Jest spokojny i elegancki – zupełnie inny niż za życia. Jego córka (Agata Zielińska) zamiast wygłosić mowę pogrzebową wyrzuca z siebie żal – dlaczego wszyscy po nim płaczą, czemu to jej nikt tak nie żałował, kiedy on – zalany w trupa – wtaczał się do domu i robił awantury?

Śmierć ojca wyzwala w córce potrzebę zmierzenia się z upiorami przeszłości. Bohaterka buduje jego portret i rekonstruuje ich relację ze strzępów wspomnień – przeważnie bolesnych i traumatycznych. Rolę Mireczka ofiarnie bierze na siebie Terapeuta. Każe pacjentce wyobrażać sobie ojca i mówić mu wszystko to, czego nie miała okazji albo nie odważyła się powiedzieć, kiedy jeszcze żył. Pacjentka zalewa go pretensjami o nieobecność, przemoc, obwinia o problemy z poukładaniem własnego życia w dorosłości. Szybko dochodzi do wniosku, że ojca w jej życiu najlepiej definiuje nieobecność. Łatwiej jej nazywać go pijakiem lub menelem niż tatą. Ironicznie brzmiące zdrobnienie „Mireczek” jest kompromisem, ale pełnym wyrzutów i żalu, których źródłem są łączące ich rodzinne więzi i – mimo wszystko – miłość. Bo choć alkohol zabrał córce ojca, ona wciąż domaga się jego uwagi. Podobne pragnienie ma obecna jako głos z offu Babcia, czyli matka Mireczka, której miłość do syna przesłoniła jego chorobę.

W spektaklu alkohol nie leje się strumieniami, ale jest obecny niemal w każdym elemencie inscenizacji. To zarówno wnętrze obskurnej łazienki, w której wymiotuje Mireczek, jak też czworokąt pustego pokoju ustawiony na rogu i przekrzywiony, w którym chodząc i tańcząc, pijany bohater próbuje bezskutecznie złapać równowagę. Świetna scenografia Anny Wołoszczuk tworzy świat pełen chaosu i brudu, który wypadł z ram i teraz leży w kącie, wywrócony do góry nogami. Bohaterowie ubrani są w znoszone garnitury, z dziurami na sercu i kolorowymi łatami zrobionymi z prujących się strzępów różnych materiałów (kostiumy Piotr Popiołek). Symbolizują one wyrwy w życiu rodziny – tak głębokie, że nie da się ich naprawić. Zaszyte lub zacerowane wciąż noszą ślady po szwie, a prędzej czy później – znów się rozprują.

Olsztyński Mireczek to przede wszystkim fantastyczne role aktorskie. Grzegorz Gromek jako Terapeuta jest opanowany, a jednocześnie ekscentryczny i prowokujący. Podpuszcza swoją pacjentkę, zmusza ją do skonfrontowania się z trudnymi wspomnieniami i emocjami, ale też dotyka jej własnej relacji z alkoholem (czyżby to było rodzinne dziedzictwo?). Płynnie przeistacza się w ojca – pijaka, by zaraz powrócić do roli akuszera emocji i traum. Jako Mireczek jest odpychającym menelem, krzyczy, zatacza się i wije, aż do ostatecznego upodlenia i upadku. Potrafi przejmująco żebrać o wybaczenie, obiecywać poprawę i grać na litość, by za chwilę znów oddać się pijackiej orgii. I choć robi naprawdę wstrząsające wrażenie, nie przekracza granicy kiczu, bardzo świadomie manipulując emocjami widzów – od obrzydzenia i pogardy po współczucie dla chorego człowieka, dla którego nie ma już nadziei.

Córka Agaty Zielińskiej to z kolei chodząca wściekłość i bezradność. Ambitna dorosła kobieta, która w konfrontacji z przeszłością zamienia się w zastraszoną i samotną dziewczynkę, zamkniętą w pokoju i drżącą ze strachu przed gniewem pijanych rodziców. Jej dziecięcy lęk o to, aby ich nie zranić, nie rozczarować, to patologiczna konsekwencja traumy, z którą próbuje uporać się podczas psychoterapeutycznych sesji. Mrożący jest szczególnie jej monolog „ABC patosurvivalu”, w którym w pięciu punktach przedstawia dziecięcą instrukcję przetrwania. Wszystko to jest w gruncie rzeczy rozpaczliwym wołaniem o miłość i obecność, desperackim poszukiwaniem dobrych wspomnień, z których dałoby się zbudować obraz ojca będącego kimś więcej niż „pospolitym menelem”.

Ważnym sposobem na wyrażanie emocji i napięć między ojcem a córką jest w Mireczku choreografia, a szczególnie dwie sceny tańca. Pierwsza odbywa się podczas wesela, a raczej wyobrażeniu córki na jego temat. W rytmie weselnego walca oboje tańczą żal i wzajemne oskarżenia, ale z namiastką bliskości. Kolejny raz córka zatańczy – już sama – na zamkniętej trumnie ojca. W finale spektaklu zaciekle uderza obcasami w drewniane wieko, jakby po raz ostatni chciała mu przywalić. W jej zapalczywych gestach jest coś uwalniającego. To swoisty rytuał pożegnania – szokujący, ale jedyny, który może przynieść ulgę i ostatecznie zamknąć historię Ojca i Córki. Ta scena na długo pozostaje w pamięci.

Takich Mireczków są w Polsce tysiące. Twórcy spektaklu w ślad za autorką książki przytaczają statystyki i fakty historyczne. Picie wódki było na zmianę sowieckim narzędziem opresji i zniszczenia narodu polskiego, to znów aktem społecznego oporu. Po transformacji ustrojowej stało się także dowodem awansu społecznego, gdy czystą zagryzaną ogórkiem kiszonym zastąpiły kolorowe drinki z palemką. Do dziś jest sposobem na wyrażanie emocji, nieodłącznym elementem spotkań towarzyskich i remedium na samotność. Alkohol towarzyszy nam nieustannie i to od najmłodszych lat (któż nie słyszał o pępkowym). Popiołek przywołuje w wyświetlanej nad sceną projekcji fragmenty filmów (w tym animacji) dla dzieci, w których pojawia się alkohol – najczęściej jako symbol dobrej zabawy. Z tej krótkiej historii pijaństwa polskiego wyłania się przerażający obraz społeczeństwa i kultury, w której regułą jest nie tylko spożywanie alkoholu, ale też upijanie się do nieprzytomności. Ta patologia to polski normal.

Aleksandra Zbroja MIRECZEK. Reżyseria, adaptacja, opracowanie muzyczne: Krzysztof Popiołek, scenografia: Anna Wołoszczuk, kostiumy: Piotr Popiołek. Prapremiera w Teatrze im. Stefana Jaracza w Olsztynie 16 kwietnia 2025.

Mireczek

Najbliższe spektakle